Wyleczenie nogi z żylaków

Niepokalana Cudownego Medalika, dziękuję za cudowne uzdrowienie mnie z ciężkiej choroby i za wyleczenie nogi z żylaków, na których od paru lat były rany. Lekarze twierdzili, że takich ran się nie wyleczy. A ja, co dzień modliłam się do Matki Bożej mówiąc: „Ty, Maryjo, jesteś Uzdrowieniem Chorych i najlepszą lekarką, do której mam zaufanie. I wiem, że mnie nie opuścisz. Ufam Tobie, Maryjo, iż sprawisz, że będę mogła chodzić, bo nie mogę tak żyć, żeby nie iść do kościoła". Po paru dniach noga się całkiem zagoiła. Poszłam do lekarza i dał mi zaświadczenie, że rzeczywiście jest to cudowne uzdrowienie. Za co z całego serca gorąco dziękuję Matuchnie Najświętszej. Ufam Tobie Maryjo i Twojemu Najukochańszemu Synowi.

Łyszczyńska Krystyna, Kokanin

Parafia Rzym. Kat. Św. Marii Magdaleny w Kokaninie.

Kokanin, dn. 26 X1992 r.

Zaświadczam, że moja parafianka, p. Krystyna Łyszczyńska, jest osobą głęboko wierzącą i praktykującą, i zdarzenie przez nią opisane jest prawdziwe.

Proboszcz ks. Stanisław Kubicki

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.

Matka Najświętsza chroni od niebezpieczeństwa pożaru

W moim życiu kilkakrotnie otrzymałam łaski od Matki Najświętszej. Jedną z nich jest uratowanie naszego gospodarstwa od pożaru. W czasie wieczornej modlitwy, kiedy skończyłam odmawianie Różańca, wyszłam na podwórko, czego zazwyczaj o tak późnej porze nie robiłam. Zauważyłam zaczynające palić się zabudowania gospodarcze. Na skutek natychmiastowej akcji gaszenia pożaru, przez obudzonych domowników udało się uratować dobytek, a przede wszystkim życie już śpiących ludzi. Za to chcę Niepokalanej bardzo podziękować.

apostołka Eleonora

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.

Z natury byłam bardzo nieśmiała

Od młodych lat byłam religijnie obojętna. Pewnego razu we śnie zobaczyłam wielki krzyż, a obok niego Matkę Bożą oraz anioła-kobietę.

Z natury byłam bardzo nieśmiała, zalękniona, nie potrafiłam sama nic załatwić. Kiedy z czasem usłyszałam o Apostolacie Maryjnym, wstąpiłam do niego i postanowiłam zmienić swoje życie. Nabierałam odwagi i siły do pokonywania napotkanych trudności. Zaczęłam bardziej interesować się ludźmi i zauważyłam, że muszą pokonywać czasami nawet większe trudności od moich. Wszędzie, gdziekolwiek byłam, świadczyłam o kulcie do Niepokalanej, która dodawała mi otuchy i siły do życia.

Dzisiaj jestem zupełnie innym człowiekiem. Sam fakt, że przyjechałam do was na rekolekcje jest dla mnie ogromną radością i podziękowaniem za łaski, otrzymane za pośrednictwem Matki Najświętszej. Z wdzięczności za wysłuchanie moich próśb staram się szerzyć kult do Niepokalanej poprzez modlitwę i dobre uczynki, jak również w czasie częstych moich podróży rozdawanie Cudownych Medalików, z równoczesnym pouczeniem o nadzwyczajnych łaskach otrzymywanych z rąk Maryi, jeśli z ufnością oddamy się pod Jej opiekę.

apostołka z Nysy

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.

Moja córka zachorowała

Przed kilku laty moja córka zachorowała i w związku z tym przebywała w szpitalu. Stan jej zdrowia ciągle się pogarszał, lekarze nie dawali już żadnej nadziei na uratowanie jej życia. Gdy zawiodły wszelkie wysiłki wiedzy ludzkiej, zaufałam Bogu Wszechmogącemu. Udałam się do miejscowej Katedry i tam przez długi czas modliłam się do Niepokalanej Cudownego Medalika. Po powrocie do domu modliłam się nadal żarliwie ze łzami w oczach, swoimi prostymi słowami: „Tylko Ty, Matko, ją uratujesz”. I tak zasnęłam zmęczona. Rano, jak zwykle udałam się do szpitala, aby się dowiedzieć, czy dziecko jeszcze żyje. Tym razem powiedziano mi, że jest nadzieja poprawy. Wyraźnej zmiany na lepsze jeszcze nie ma, ale obecnie spokojnie śpi. W kolejnych dniach choroba z wolna ustępowała, aż do całkowitego wyleczenia.

Ja wiem, że najlepszym lekarzem był Bóg, który za pośrednictwem Matki Najświętszej, przywrócił zdrowie mojemu dziecku. Z tego też powodu przyjechałam na dzisiejsze rekolekcje, aby osobiście podziękować Matce Najświętszej za dar zdrowia dla mojej córki.

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WIKTM, Kraków 2013.

Samochód miał pękniętą oś

Pewnego razu wybraliśmy się samochodem na pielgrzymkę do Częstochowy na Jasną Górę. Powrót do domu nastąpił późno w nocy. Dopiero rano zobaczyliśmy, że samochód, którym jechaliśmy, ma pękniętą oś, a my szczęśliwie przyjechaliśmy do domu, nic nie wiedząc, że groziło nam śmiertelne niebezpieczeństwo. Orzekliśmy jednogłośnie, że to był cud, a szczęśliwy powrót do domu zawdzięczamy Matce Najświętszej, do której często się modlimy i ufamy Jej, a Ona ma nas stale w swej opiece.

apostołka maryjna Anna

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.

Ocalenie z niebezpiecznego wypadku samochodowego

„Fundacja O uśmiech dziecka w Makowie Mazowieckim zor­ganizowała w dniu 21 października 1992 r. wycieczkę dla dzieci niepełnosprawnych do Niepokalanowa. Podczas gęstej mgły w okolicach Serocka, w czasie manewru wyprzedzania, autokar z dziećmi z dużą szybkością, bez żadnych szans zatrzymania, pędził wprost na samochód ciężarowy KAMAZ z przyczepą zała­dowaną węglem. W ostatniej chwili kierowca tego pojazdu zje­chał do rowu, a jego przyczepa, robiąc salto w powietrzu, za­trzymała się nad naszym autokarem. Samochód ciężarowy uległ kompletnemu zniszczeniu. W autobusie zostały wybite szyby, została uszkodzona karoseria. Nikt z ludzi nie odniósł obrażeń. Przejeżdżający tą trasą kierowcy, pasażerowie innych aut, okoliczni mieszkańcy, płacząc na widok tak straszliwego wypadku, twierdzili, że był to cud i stał się dlatego, że dzieci jechały do Niepokalanowa, a w autokarze wycieczkowym znajdował się Cudowny Medalik.
Wycieczka odbyła się w późniejszym terminie, a wszystkie dzieci przystąpiły do spowiedzi i przyjęły Komunię św. dzięku­jąc Matce Bożej za cudowne uratowanie życia.
Podpisy opiekunów: Chyliński Jan, Bonisławska Grażyna, Kurowska Anitd’.
W relacji ustnej usłyszałam, że kierowcę samochodu ciężaro­wego przykryła szyba, na której leżały zwały węgla zsypującego się z przyczepy. Gdy pomoc drogowa rozcięła maskę samochodu, człowiek ten wyszedł cały i zdrowy. Pośrodku autokaru leżały bryły węgla brunatnego, ale żadne z dzieci nie zostało uderzone.
Dodam jeszcze, iż wypadkowi temu uległ ten sam autokar, który poprzedni kierowca udekorował Cudownym Medalikiem i obraz­kiem z wizerunkiem Niepokalanej, a nauczyciele towarzyszący dzieciom też posiadali Cudowne Medaliki.
O innych licznych łaskach zsyłanych przez Niepokalaną na tych, którzy Jej zawierzyli i noszą ze czcią Jej Cudowny Meda­lik, dowiaduję się często od członkiń nowo założonego w mo­im mieście Apostolatu Maryjnego, który należy do pierwszych w diecezji płockiej.
„Maryjo Niepokalana, Tobie ofiarujemy wszystkie nasze poczynania, dziękując za otrzymane nadzwyczajne łaski".

apostołka maryjna Alina Rut

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.

Niepokalana... uratowała mu życie

Z kultem Cudownego Medalika zetknęłam się po raz pierwszy w czasie Mszy św. w kościele Świętego Krzyża w Warszawie w roku 1985, lecz do Apostolatu Maryjnego zostałam włączona dopiero 8 marca 1990 r., także w tym samym kościele. Od tego czasu, niejako zobowiązana przez Niepokalaną, a sowicie zaopatrzona w medaliki przez księdza profesora Teofila Herrmanna CM - dyrektora krajowego Apostolatu Maryjnego, gdzie tylko mogłam, szerzyłam wieść o cudownym ich działaniu.

Dnia 30 września tegoż roku, jako szkolna katechetka, byłam ze starszą młodzieżą na autokarowej pielgrzymce na Jasną Górę w Częstochowie. W drodze powrotnej planowaliśmy wstąpić do Niepokalanowa, gdzie wszyscy uczestnicy wycieczki mieli uroczyście otrzymać Cudowne Medaliki i obrazki z Niepokalaną, tak jak to miało miejsce w czerwcu tegoż roku, w innej mojej grupie młodzieży pielgrzymkowej.

Niestety, kierowca autokaru nie znał trasy z Częstochowy do Niepokalanowa i plan dalszej pielgrzymki uległ zmianie. Mimo żalu do kierowcy, że utraciłam tak piękną okazję do obdarowania moich dziewczyn wizerunkiem Matki Najświętszej w Cudownym Medaliku, przy pożegnaniu ofiarowałam mu dwa Cudowne Medaliki i obrazki, które przyjął bardzo skwapliwie, obiecując, na przeproszenie nas, umieścić je w autokarze. Przyrzeczenia dotrzymał, o czym przekonałam się jadąc tym samym autokarem na inną pielgrzymkę.

Niepokalana sprawiła, że wieść o nadzwyczajnych łaskach płynących z Cudownego Medalika rozeszła się po mojej okolicy. Uczniowie przy porannej modlitwie na katechezach pozdrawiają Maryję modlitwą widniejącą na Medaliku. Proszą również o Medaliki dla swoich rodziców i rodzeństwa. Miłą niespodziankę sprawił mi jeden z uczniów, najczęściej źle się zachowujący na katechezie, który po kilkudniowym pobycie w szpitalu, wobec wielu innych uczniów, w czasie przerwy lekcyjnej na korytarzu szkolnym podziękował mi za otrzymany Cudowny Medalik, który jak twierdził, uratował mu życie. Jechał bowiem motorem bez kasku i na zakręcie drogi, chcąc wyprzedzić kolegę z klasy, jadącego samochodem osobowym, „nie wyrobił zakrętu” i uderzył w koło stojącego na poboczu traktora. Motor rozbił całkowicie, traktor poważnie uszkodził, a sam nieprzytomny wylądował na drodze, kilka metrów od miejsca wypadku. Ten sam kolega odwiózł go swoim autem do szpitala i przed odpowiednimi badaniami zdjął z jego szyi Cudowny Medalik.

Z relacji obu chłopców wynika, że i policja, i lekarze dziwili się, że z tego wypadku wyszedł tylko z pęknięciem kości lewej dłoni, mimo iż podejrzewano pęknięcie kości czaszki, szczęki i nogi. Medalik otrzymał w przeddzień wypadku, gdy jako pierwszy z klasy, przepraszając za swoje niewłaściwe zachowanie na katechezach, zgłosił chęć noszenia go. Niepokalana zatem, przyjmując jego skruchę, uratowała mu życie. Dzięki Ci, Matko Najświętsza, za Twoją macierzyńską opiekę nad moimi uczniami.

W: Świadectwa nadzwyczajnych łaski..., WITKM, Kraków 2013.

Dziecko zostało uratowane dzięki wstawiennictwu Matki Najśw.

Wydarzenie, które opisuję, miało miejsce latem 1991 r. w pobliżu Grodkowa. W godzinach południowych udałam się do ogródka warzywnego, znajdującego się po drugiej stronie szosy, o średnim natężeniu ruchu. Na teren ogródków wychodziły również dwie dziewczynki w wieku przedszkolnym, 3 i 5 lat. Matka tych dzieci prosiła mnie, bym dziewczynkom pomogła przejść przez szosę. Przejście do ogródka oddalonego o ok. 50 m od szosy odbyło się bez przeszkód. Nakazałam dzieciom, ażeby zaczekały na mnie, bo razem powrócimy do domu. Powrót z ogródka do szosy odbył się normalnie. Po dojściu do obrzeża jezdni musiałyśmy chwilę zaczekać, bo nadjeżdżały pojazdy z obu stron. W pewnej chwili, po przejechaniu trzech samochodów od strony Nysy, młodsza dziewczynka, widząc, że samochody już przejechały, wyrwała mi się z ręki i pędem usiłowała przebiec na drugą stronę szosy. Nie zauważyła, że od strony Grodkowa szybko zbliża się autobus. Dziecko nagle znalazło się na środku jezdni, tuż przy kołach autobusu. Tylko dzięki refleksowi kierowcy, który błyskawicznie zjechał na pobocze, dziecko zostało uratowane od śmierci.
W tym momencie uświadomiłam sobie, że była przy nas Matka Najświętsza w moim Cudownym Medaliku, który otrzymałam od oo. Franciszkanów w Niepokalanowie w 1948 r. i od tamtej pory go noszę. Nie widzę innego wytłumaczenia, jak tylko to, że dziecko zostało uratowane dzięki wstawiennictwu Matki Najświętszej, za co obecnie składam Jej gorące podziękowania.

J. M. z Grodkowa

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.

Po przyjęcie sakramentu małżeństwa, dokonała się zmiana

Jestem wdzięczna Maryi za wszystkie łaski, jakimi obdarza mnie każdego dnia. Bez Niej życie nie miałoby takich wartości, jakie mi przynosi. Cieszyć się można, jeśli Maryja pozwoli dojść do najbardziej zagrożonych rodzin i obdarzy łaską powrotu do Boga tych ludzi. Najbardziej wtedy, gdy dzieci tych rodzin są blisko Niej.

W pewnej rodzinie, która była zaniedbana religijnie, żyła bez sakramentów, po przyjęciu sakramentu małżeństwa, dokonała się zmiana. Zaczęli posyłać swoje dzieci regularnie na lekcje reli-gii. Jedna z dziewczynek należy do Krucjaty Maryjnej w parafii.

apostołka z Grodkowa

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.

Siostra była od lat niepraktykująca

Moja młodsza siostra była od lat niepraktykująca. Kiedy zmarł jej mąż, ofiarowałam jej Cudowny Medalik i podjęłam modlitwę w jej intencji. Była bardzo załamana, starałam się ją przekonać, aby korzystała z sakramentów św., tłumacząc, że Chrystus obecny w Eucharystii będzie dla niej najlepszym lekarstwem. Zauważyłam, że początkowo przychodziło to jej bardzo ciężko. Obecnie często, nawet w tygodniu, przyjmuje Komunię św. i widzę, że jest jej lżej. Proszę Maryję, aby jej nie opuszczała, by razem ze mną mogła uczestniczyć w spotkaniach modlitewnych Apostolatu Maryjnego.

oddana apostołka

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.

Przestał pić i powrócił do pracy

Apostołka Maryjna z Grodkowa od dłuższego czasu obserwowała człowieka w średnim wieku, który pił bez opamiętania. Poprosiła kilka osób, aby modliły się za niego, gdyż żadne upomnienia nie pomagały. Pewnego razu zachorował, przebywał dość długo na leczeniu szpitalnym. Jego stan zdrowia zdawał się być beznadziejny. Wszyscy, którzy go znali, mówili, że to już koniec. To ta najgorsza choroba, rak. Jego siostra również modliła się za niego. I oto pewnego dnia zobaczyłam go modlącego się na klęczkach. Zrozumiałam, że nastąpiło nawrócenie. Chodzi do kościoła i jego stan zdrowia jest dobry. Przestał pić i powrócił do pracy. Kilka lat wcześniej otrzymał Cudowny Medalik, z którym się nie rozstaje. Wierzę, że to Maryja sprawiła tę niezwykłą zmianę i za to składam Jej podziękowanie.

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.

Modlitwa uratowała ją od nieszczęścia

Apostołka z Otmuchowa, lat 48, pamięta dzień, gdy miała 16 lat i poszła w odwiedziny do koleżanki. W drodze zauważyła, że obserwował ją jakiś typ, ale pomyślała, że to przypadkowy przechodzień. Do domu wracała w nocy, ok. godz. 23.00, aż tu nagle podbiega ten sam mężczyzna z propozycją, że ją odprowadzi. W tym momencie krzyknęła głośno: „Matko Najświętsza - ratuj”, a wówczas ten typ powiedział: „Nie wiem, co mi się stało" - i odszedł w swoją stronę. Ta krótka modlitwa uratowała ją od nieszczęścia. Modliła się i nadal się modli do Najświętszej Matki i wierzy, że Matka Boża ma ją w swojej opiece.

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.


Podziękowanie za uleczenie z ciężkiej choroby

Janina z Otmuchowa dziękuje Matce Bożej i Duchowi Świętemu za uleczenia jej z ciężkiej choroby. W czasie choroby modliła się dużo, czasami była już nieprzytomna, ale nie ustawała w modlitwie. Została wysłuchana, powróciła do zdrowia, za co jeszcze raz pragnie złożyć podziękowanie i podzielić się swoją radością ze wszystkimi należącymi do Apostolatu Maryjnego.

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.

Podziękowanie za cudowne ocalenie w czasie wojny i uzdrowienie z choroby

Ryszard J. z Otmuchowa pochodzi spod Krakowa, góral. Od najmłodszych lat pamięta, że w domu rodzinnym oddawana była cześć Matce Najświętszej, za liczne łaski otrzymane za Jej pośrednictwem. W 1941 r. jego ojciec zabrany został przez władze okupacyjne i załadowany do pociągu, jadącego do obozu w Oświęcimiu. W drodze modlił się gorąco do Matki Najświętszej o pomoc w ucieczce, bo wiedział, co go spotka, gdy dojedzie do celu. Nadarzyła się sposobna chwila, udało mu się zbiec i zakonspirować w leśniczówce, gdzie dobrzy ludzie udzielili mu schronienia.

Tymczasem wszyscy pozostali członkowie rodziny modlili się o pomoc w ratowaniu ojca. Matka Najświętsza wysłuchała ich modlitwy i wyprosiła u Syna Bożego ocalenie. Opieki Matki Najświętszej doznawali również inni członkowie jego rodziny. On sam w późniejszym okresie życia zachorował. Stan zdrowia coraz bardziej się pogarszał pomimo troskliwej opieki lekarzy. Jedyny ratunek pozostawał w Opatrzności Bożej. Zachęcony przez siostrę szpitalną, modlił się razem z nią o powrót do zdrowia. Tyle razy Matka Boża mu pomagała, może i tym razem pomoże. Po pewnym czasie, ku zdziwieniu lekarzy, stan jego zdrowia zaczął się poprawiać, aż do zupełnego wyleczenia. Obecnie czuje się bardzo zobowiązany za wyświadczone mu łaski, dlatego też, gdy nadarzyła się okazja wstąpienia do Apostolatu Maryjnego, uczynił to, aby dziękować Matce Najświętszej za wysłuchanie jego próśb, jak również prosić o dalszą opiekę. Obecnie należy do Apostolatu Maryjnego w parafii Otmuchów.

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.

Dziękuję za otrzymaną łaskę zdrowia

Po urodzeniu trzeciego dziecka (miałam wtedy 33 lata) zaczęłam odczuwać bóle kręgosłupa i ból prawej nogi (rwa kulszowa). Z każdym rokiem bóle były coraz bardziej dotkliwe, aż do wystąpienia ostrego zapalenia korzonków nerwowych i całkowitego unieruchomienia nóg. Ostre stany powtarzały się co trzy lata. Po serii bolesnych zastrzyków częściowo paraliż ustępował.

Jestem obecnie rencistką o czasowej niezdolności do pracy. ZUS skierował mnie na badania do szpitala, był to rok 1986, badania te miały zadecydować o mojej grupie inwalidzkiej. Według opinii lekarza mogło nastąpić trwałe kalectwo. Trzeba było zdecydować się na operację. Decyzja ta była bardzo trudna. Pomogła mi w tym Matka Najświętsza Cudownego Medalika, który trzymałam w ręku w czasie zabiegu. Nie wystąpiły żadne komplikacje i zdrowie wróciło. Z ust pani doktor usłyszałam, że miałam dużo szczęścia. Tym szczęściem dla mnie to opieka Maryi, za co do dziś jestem Jej wdzięczna i oddana. Należę od pięciu lat do Apostolatu Maryjnego i w modlitwie, połączonej z czynem, pragnę Matce Bożej podziękować za ten dar powrotu do zdrowia. Za to, że dzisiaj w tak trudnych czasach mogę pomagać potrzebującym i szerzyć cześć Jej imienia.

apostołka oddana do dyspozycji Niepokalanej

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.

Uzdrowienie z wylewu

Zwracam się z uprzejmą prośbą o umieszczenie mojego podziękowania i złożenia hołdu wdzięczności dla Matki Najświętszej, Niepokalanej Cudownego Medalika, za cudowne uzdrowienie mojej siostry Stanisławy. Siostra moja leżała dwa miesiące w szpitalu w stanie bardzo ciężkim. Wylew krwi do mózgu, utraciła świadomość, mowę. Leżała pod tlenem. Do tego nastąpiła zapaść. Lekarze rozkładali ręce, liczyli tylko na zbliżający się zgon. Nie dawali żadnej szansy życia. Uzdrowienie przyszło przez Cudowny Medalik. Z wielką wiarą i ufnością modliła się rodzina i bliskie osoby. Przyobiecałam wtedy NMP Niepokalanej, że jeśli użyczy zdrowia mej siostrze, podziękuję w „Promieniach Pośredniczki Łaski” za Jej Matczyny dar w postaci Cudownego Medalika.

Matko Najświętsza, ukazując się św. Katarzynie Laboure powiedziałaś, że tych, którzy ten Medalik nosić będą, otoczysz szczególną opieką i tym, którzy Ciebie z wielką wiarą i ufnością prosić będą, użyczysz wiele łask. Jak ciągle aktualny jest Twój dar, o Matko. Dziękuję Tobie, Matko Niepokalana. Moja siostra cieszy się życiem, jest w domu, zadowolona i stale dziękuje Tobie za odzyskane zdrowie, a rodzina razem z nią. Matuchno, dziękujemy za wszystkie łaski, które otrzymaliśmy od Ciebie i prosimy o dalszą opiekę. Załączam oświadczenie osób, które przebywały na co dzień z chorą w szpitalu i które potwierdzają wiarygodność opisu. Osoby te, z personelu medycznego, uczestniczyły we Mszy św. jubileuszowej w dniu 27 listopada 1990 r., składając dziękczynienie Matce Najświętszej za wielki dar miłości w postaci Cudownego Medalika. Zostały obdarowane Cudownym Medalikiem, a w całym szpitalu rozdaliśmy ok. 50 Cudownych Medalików (chorym i zdrowym). Za wszystko niech będą dzięki Niepokalanej.

Twoja apostołka z Kalisza

W: Świadectwa nadzwyczajnych łaski..., WITKM, Kraków 2013.

Wyrwanie z nałogu pijaństwa

Pragnę wyrazić moją gorącą wdzięczność Matce Bożej Cudownego Medalika za wiele łask, którymi raczyła mnie obdarzyć. To Ona swą troskliwą opieką mnie otoczyła i prowadziła po zawiłych drogach mojego życia. Szczególnie pragnę podziękować za wyrwanie z nałogu pijaństwa mojego najmłodszego syna, 36-letniego Adasia. Zbliża się właśnie druga rocznica tego wydarzenia.

Adaś jest bardzo podatny na wpływy kolegów. Pracował od 1975 r. na budowach, a więc w środowisku, w którym nie brak alkoholików. Nie pomogły perswazje i prośby. Gdy był pijany, często płakał i przyrzekał poprawę, ale nadal tkwił w nałogu. Synowa pisała alarmujące listy. Jeździłem do nich i starałem się interweniować. Mówiła, że dłużej nie wytrzyma i porzuci go. Mają dwoje małych dzieci.

W 1989 r. na wiosnę przyjechał do mnie Adaś coś załatwić. Przeprowadziłem z nim serdeczną, ojcowską rozmowę. Zdjąłem ze swojej szyi Cudowny Medalik, założyłem mu i powiedziałem - nie wolno ci go zdejmować. Adaś odjechał do swojej rodziny. Jeszcze kilkakrotnie jeździłem do niego, ale za każdym razem odpowiadał, że pił i będzie pił nadal. Modliliśmy się ustawicznie, rodzina synowej odmawiała w jego intencji Różaniec. I oto nagle syn postanawia całkowicie zerwać z alkoholem. Znalazł się w grupie anonimowych alkoholików. Właśnie mijają dwa lata, jak nie bierze do ust alkoholu pod żadną postacią. Uważam, że zawdzięczam tę łaskę Niepokalanej Cudownego Medalika, której go poleciłem. Matka Boża dotrzymuje obietnicy. „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy!”

Twój najmniejszy apostoł

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.

Nawrócenie alkoholika

Od śmierci mojego męża mija siódmy rok. Mąż był dobrym fachowcem, ślusarzem hydraulikiem. Niestety, lubił alkohol. Za pracę ludzie płacili mu wódką. I tak coraz bardziej się pogrążał, aż się uzależnił od alkoholu. Próbowałam nakłonić go do leczenia, ale on nigdy nie chciał się przyznać, że jest alkoholikiem. Coraz bardziej upadał. Do kościoła nie chodził, u spowiedzi nie był kilkanaście lat. Bardzo nad tym ubolewałam i modliłam się, aby nie zginął gdzieś w wypadku, gdy wracał pijany do domu. Kiedyś wpadł pod motor, innym razem został tak pobity, że znalazł się w szpitalu.

Cudownego Medalika by nie przyjął, więc zaszyłam mu w kołnierzu ubrania, w którym często chodził. Bałam się, żeby nie umarł bez pojednania z Bogiem. Ostatnia choroba zaczęła się wylewem. Mąż był sześć tygodni w szpitalu. Bez wiedzy męża powiadomiłam naszego księdza proboszcza, aby go odwiedził w szpitalu. Ks. proboszcz udzielił mu sakramentów świętych. Cztery dni przed śmiercią otrzymał ostatnie namaszczenie. Zmarł 4 marca 1985 r., mając 43 lata.

Wierzę, że sześć tygodni pobytu w szpitalu było dla mojego męża czasem na przemyślenie i przeproszenie Pana Boga za przewinienia. To nawrócenie zawdzięczam Matce Najświętszej Cudownego Medalika.

apostołka maryjna

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.

Przemiana duchowa młodego człowieka

To nie stało się tak nagle - trwało około 7 lat. Lubek - tak ma na imię, przyszedł do nas do pracy. Był bardzo biedny i niezaradny, ale miał dobre serce i zaufał mi. Powierzał mi nieraz zarobione pieniądze na przechowanie. Ze względu na to, że wywiązywał się ze swoich obowiązków, został przeniesiony do pracy w magazynie. Straciłam go z oczu, ale po pewnym czasie przeprowadziłam z nim rozmowę i dowiedziałam się, że miał trudne dzieciństwo i mając już 28 lat nie był jeszcze u I Komunii Świętej. Trwało przeszło rok, zanim przy mojej pomocy, w Wigilię Bożego Narodzenia, Lubek przystąpił po raz pierwszy do sakramentu spowiedzi i Komunii św. Byłam bardzo szczęśliwa, gdy przyszedł do mnie podziękować za przygotowanie go do I Komunii Świętej.

Następnie, gdy zostałam członkinią Apostolatu Maryjnego, podarowałam Łubkowi Cudowny Medalik, ale bardzo szybko go zgubił. Lubek miał kolegów wyciągających go na wódkę. Nieraz okradali go z pieniędzy, których i tak nie miał wiele. W dalszym ciągu interesowałam się jego losem. Lubek pomagał mi w ciężkich pracach, np. w ogródku, czy podczas jesiennych prac porządkowych. Gdy udało mi się namówić go do spowiedzi wielkanocnej lub na Boże Narodzenie, to mówił, że robi to dla mnie, bo mnie lubi. Często zapraszałam go na święta.

Udało mi się zabrać go ze sobą do Szczecina, gdy przyjechał papież; był też w Rokitnie na dożynkach. Niestety, coraz więcej pił, nawet denaturat. W pracy się zaniedbywał, groziło mu zwolnienie. Powiedział, że jak go zwolnią, to się powiesi. Jeszcze więcej się martwiłam i modliłam za niego, ale widziałam, że to już koniec, nie ma szans na poprawę. Koleżanki mówiły mi: „Daj sobie spokój - on i tak się nie poprawi”.

I o dziwo, rok temu, w Wigilię Bożego Narodzenia, Lubek przyszedł do mnie z dziewczyną podzielić się opłatkiem. Od tego czasu zaczęli się częściej spotykać i okazało się, że ta dziewczyna potrafiła nim tak pokierować, że Lubek nie pije już ósmy miesiąc. Basia dba o Łubka, o jego zaangażowanie religijne i są już narzeczeństwem. Teraz nie tylko Lubek, ale i Basia przychodzą chętnie do mnie w czymś pomóc, za co jestem im wdzięczna.

Doszłam do wniosku, że Cudowny Medalik sprawił, iż Matka Boska pokierowała jego losem, spotkał wartościową dziewczynę, która wyciągnęła go z dna nędzy duchowej, gdy był już u kresu wytrzymałości.

Teraz, choć biedni, są szczęśliwi. W tym roku podczas świąt Bożego Narodzenia biorą ślub kościelny, na którym mam być świadkiem.

apostołka maryjna

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.

Opis uzdrowienia za pośrednictwem Matki Bożej Cudownego Medalika

W 1980 r., wychodząc z sali katechetycznej, gdzie pracowałam jako katechetka w parafii św. Wojciecha w Kielcach, słyszałam głośne narzekanie pod adresem miejscowych księży, którzy nie chcieli przyjąć na pół godziny przed Mszą św. intencji za chore dziecko, które dogorywało. Lekarze twierdzili, że dziecku pozostały ostatnie godziny życia. Rodziców usunęli ze szpitala twierdząc, że nie mogą oni już nic dopomóc. Dziecko miało drgawki przedśmiertne.

Siostra Bogumiła słysząc hałas, widząc zamieszanie przed plebanią, podeszła do zrozpaczonych rodziców, spytała co się stało i gdy zorientowała się w sytuacji, poradziła, by udano się z nią do domu sióstr po Cudowny Medalik i by modlono się gorąco w Nowennie do Matki Bożej Cudownego Medalika. Obiecała również, że siostry także będą się modlić o zdrowia dziecka. Zrozpaczona matka modliła się całą noc i o dziwo - rano, gdy przybyła do szpitala, lekarz poinformował ją, że dziecko żyje. W rozmowie okazało się, że objawy choroby zaczęły ustępować w tym czasie, gdy podjęto modlitwę, o zachowanie dziecka przy życiu. Zostało ono jeszcze trzy dni na obserwacji, po czym wróciło do domu. Sprawa stała się głośna w całym szpitalu. Świadkiem wydarzenia była s. Bogumiła Liszewska, która ten przypadek opisała.

W: Świadectwa nadzwyczajnych łask..., WITKM, Kraków 2013.